| Home | 365/2012 | in my eye | VW T3 Westfalia | Zbór w Mielcu |

Post bez tytułu (z braku pomysłu)



Jestem przemęczony. Ten tydzień obfitował w wielką ilość wydarzeń, zarówno pozytywnych jak i... pozytywnych inaczej. Mam nadzieję, że jutro uda mi się trochę wypocząć (teoretycznie poniedziałki powinienem miec wolne). Dzisiejszy dzień pełen pracy (dzięki Bogu ten obfitował w pozytywne wydarzenia) właśnie się kończy.

Dzisiejsze nabożeństwo połączone było z uroczystością błogosławieństwa dziecka. (Jak będą zdjęcia, nie omieszkam dać znać ;) ) Nie ukrywam, że byłem podekscytowany i lekko zestresowany (z kilku przyczyn, kto był ten wie, a kto nie wie ten się dowie jak będą zdjęcia :D ). Oczywiście było też kazanie (link poniżej), a po nabożeństwie pyszne ciacho i dobra kawa.

A teraz link to wspomnianego tekstu. W zasadzie dziś nie umieszczę skryptu kazania, bo było ono oparte na tekście, który już na blogu się pojawił. I wystarczy! (Co prawda, dzisiejsze kazanie było zmodyfikowane, ale i tak w skrypcie nie byłoby to widoczne). Więc jeśli ktoś jeszcze nie czytał, a bardzo ma ochotę, to zapraszam do przeczytania tekstu: "Krocząc śladami Mistrza".



Mężowie miłujcie żony (swoje)



Żona jest lekko poirytowana (tak kazała napisać, że lekko, ale ja swoje wiem), że siedzę przed komputerem. Kazała napisać, że Ją kocham.

Piszę więc (bez żadnego zewnętrznego przymusu, bom chłop na schwał, a nie pantoflarz), że kocham (bardzo) moją żonkę!

Kocham na poważnie, choć sam wpis jest żartem ;)


Spotkanie z katechumenami



W piątki wieczorem (ustalając na bieżąco) spotykam się z katechumenami. I wyznam, że... lubię te spotkania ;)

Link do zdjęć (aż trzech)


Szukając dziury w całym...



Czytam książkę "Mój własny świat". Autor Robin Knox-Johnston był pierwszym człowiekiem, który non-stop opłynął świat. Jego kecz "Suhaili" wypłynął z portu 14 czerwca 1968 r., a powrócił (do Falmouth w Kornwalii) dziesięć i pół miesiąca później (22 kwietnia 1969 r.). Książka jest formą reportażu z podróży. Znalazłem w niej słowa, które niosą pewne uniwersalne przesłanie, niekoniecznie związane z żeglarstwem, a raczej z każym kto przykłada swą rękę do jakiegoś dzieła.
"Cokolwiek zrobisz w życiu, zawsze pojawiają się ludzie, którzy znajdują rozkosz w doszukiwaniu się twoich błędów. Na szczęście takie komentarze najczęściej wydają ludzie najmniej upoważnieni do zabierania głosu."*


Zdjęcie "Suhaili" pochodzi z: http://www.robinknox-johnston.co.uk/

---
* Mój własny świat, Robert Knox-Johnson, Wyd. Morskie, Gdańsk 1973 r., s. 65



A niebo nad nami...

Wszystkim spragnionym wiosny, słońca i spacerów to zdjęcie nieba dedykuję.



Jak stało się to?






Musze się przyznać do pewnej "słabości". Lubię hymny. Rozumiem potrzebę śpiewania refrenów, które może "i lepiej", bo prościej oddziaływują na człowieka (poprzez melodię) i są bardziej "dopasowane" do współczesnej kultury. Jednak ja i tak wolę hymny. Mój ulubiony śpiewnik to Śpiewnik Pielgrzyma.
Gdy byłem w szpitalu i lekarze powiedzieli mi, że mam przed sobą co najwyżej dwa miesiące życia, (możesz o tym przeczytać więcej: tutaj (plik pdf)) czytałem sobie teksty pieśni ze Śpiewnika Pielgrzyma przeznaczone na pogrzeb. Ich treść, słowa niosły mi nadzieję. Nadzieję życia wiecznego i przygotowywały do "przejścia na drugi brzeg".
I właśnie za teksty i ich przesłanie przede wszystkim lubię hymny. To nie są pieśni w stylu: 7x11 (siedem słów śpiewanych jedenaście razy). Niosą ze sobą pewną opowieść. Opowieść, która przybliża do Boga. Ale i "podniosłość" hymnów oddziałuje na mnie bardzo pozytywnie.
Nie, nie chce dyskredytować współczesnych "pieśni uwielbiających", czy namawiać czytelników na zmianę preferencji.
Chciałbym natomiast zachęcić do wysłuchania hymnu Charlesa Wesleya "And Can It Be?", który znalazłem na blogu proteologia. Pod podanym linkiem znajduje się tłumaczenie Mateusza Wicharego.


Niedzielna "imprezka"




Tej niedzieli na nabożeństwie mieliśmy gości. Z tej okazji po oficjalniejszej części nabożeństwa mieliśmy czas przy kawie i ciastku. A gościliśmy braterstwo Skrzypczaków.

Prezbiter Marek jest pastorem Zboru w Rzeszowie i opiekunem prawnym Zboru mieleckiego (przez okres pełnienia przeze mnie urzędu p.o. pastora).
Wizyta naszych gości to wielka radość dla Zboru i mnóstwo wspomnień. Pastor Marek wraz z żoną służyli w Mielcu w latach 1994-2000.
Zapraszam do obejrzenia zdjęć w galerii Zboru. Bezpośredni link: http://mielec.kz.pl/galeria/0009_nabo_gosc_MS_2009/index.html

A za tydzień (w niedzielę) zapraszamy na uroczystość błogosławieństwa dziecka :D

Ewangelia wg. św. Jana, rozdział 21



Ostatni (21) rozdział Ewangelii wg. św. Jana. Rozdział o przebaczeniu!
Przebaczeniu, które obejmuje wszystko (nawet zdradę), które ciągle trwa, a dostępne jest dzięki śmierci Jezusa na krzyżu i dzięki pustemu grobowi (zmartwychwstaniu). O przebaczeniu, które nie tylko obdarza łaską, usprawiedlliwia lecz także mówi "pójdź za mną".

Jeśli doświadczyliśmy przebaczenia potrafimy przebaczać innym. Oto nasze powołanie - wezwanie na każdy dzień: "dzielmy się" przebaczeniem!
Nie oglądając się na innych (czy są lepsi czy gorsi, czy "zasługują" czy nie), lecz czerpiąc siły z relacji z Jezusem, prowadzeni Duchem Świętym nieśmy Ewangelię nadziei - Ewangelię przebaczenia!


Ewangelia wg. św. Jana, rozdział 20



Rozdział poprzedni (19) byłby niekompletny jeśli nie byłoby rozdziału kolejnego. Dwudziesty rozdz. Ewangelii wg. św. Jana to relacja niezwykłego wydarzenia przekazana przez naocznych świadków. Tym wydarzeniem (najdonioślejszej wagi) jest zmartwychwstanie Jezusa.

Uczniowie nie spodziewali się tego. Ich rozumienie było niekompletne, i mimo wcześniejszych zapowiedzi Jezusa są zaskoczeni.
Opis Jana pokazuje podekscytowanie, podniecenie i sprzeczne uczucia, które towarzyszyły uczniom gdy Pan Jezus zmartwychwstał. Strach, bezsens i beznadzieja zaczyna ustępować miejsca budzącej się wierze i nadziei.

Jezus ukazuje się uczniom. Jego zmarwychwstanie dokonało się w ciele. I ma tu miejsce wydarzenie związane z Tomaszem. Często mówi się o Tomaszu w kontekście jego "niewierności". A przecież pozostali uczniowie też widzieli przebite ręce i bok Jezusa (w.20). Tomasz nie był inny. Zastanawiając się dlaczego to wydarzenie jest podkreślone przez Jana doszedłem do wniosku, że wcale nie chodzi o "zdyskredytowanie" Tomasza i ukazanie jego "niewiary". A raczej o podkreślenie wiary tych, którzy "nie widzieli, a uwierzyli" (w. 29). A więc naszej wiary!

Kiedyś napisałem wiersz:

"list do sędziego"

Jak Łazarz powstały z grobu,
- witajcie znowu,
Moja głowa na srebrnej tacy
w rekach pięknej pani
Niewierny Tomasz
przez miliony osądzany,
a chciałem tylko
szukać prawdy
i być dokładny,
- No, ale przecież
sam J. powiedział...
- tak, lecz On miał
do tego prawo,
w przeciwieństwie do Ciebie


Znamienne są słowa Jana, który podaje nam cel spisania Ewangelii, która nie jest biografią, tylko zapisem wydarzeń historycznych czy moralizatorskim esejem (a już na pewno nie filozoficznym). Celem Jana było spisać to co będzie użyteczne byśmy uwierzyli w Jezusa (i Jezusowi), by osiągnąć życie wieczne (ww. 30,31).



Ewangelia wg. św. Jana, rozdział 19



Ten rozdział to opis śmierci krzyżowej naszego Pana i złożenie do grobu Jego ciała.

"Obfitość dowodów historycznych i medycznych wyraźnie wskazuje, iż Jezus umarł, zanim zadano mu ranę w bok, i przemawia na rzecz tradycyjnego poglądu, że włócznia, pchnięta między prawe żebra, przebiła prawdopodobnie nie tylko prawe płuco, ale i osierdzie oraz serce, ostatecznie potwierdzając śmierć. Stąd też teorie oparte na założeniu, że Jezus nie umarł na krzyżu, są sprzeczne z obecną wiedza medyczną" - William D. Edwards, Lekarz
Z apostolskiego wyznania wiary: " (...) umęczon pod Poncjuszem Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, (...)"
Z nicejskiego wyznania wiary: "(...) stał się człowiekiem; za nas także ukrzyżowany pod Poncjuszem Piłatem, umęczony i pogrzebany został; (...)"