| Home | 365/2012 | in my eye | VW T3 Westfalia | Zbór w Mielcu |

Zima w pełni



Małgosia wyciągnęła nas (mnie i psa) wczoraj na spacer do lasu. Było bajkowo - śnieg, drzewa, idealna aura. Niestety zdjęcie nie oddaje ani nastroju, ani widoków. Ale na czymś (kimś) muszę ćwiczyć ;)
A poza tym z powodu przemęczenia dopada mnie osłabienie, ból głowy - stąd mniej wpisów niż zwyczajowo. Proszę o modlitwę.

Nauka "focenia"






Jeden z braci, który wie, że zacząłem się interesować fotografią zaproponował pożyczenie mi swojej lustrzanki. Dzięki temu będę mógł poćwiczyć focenie, a także (a może nade wszystko) zorientuje się czego oczekuję od nowego aparatu.
Tak, chciałbym w niedalekiej przyszłości (tak w najbliższym półroczu) kupić lepszy aparat (lustrzankę). Dzięki inicjatywie brata nie muszę kupować w ciemno. Dzięki.
A to zdjęcie to jedno z pierwszych zrobionych przeze mnie w naszym mieszkaniu. Oczywiście to tylko wstępne ćwiczenie :)


„Dziel się ewangelią jak chlebem” - kazanie


kazanie z 15 lutego, Mielec:


„Dziel się ewangelią jak chlebem”
Główna myśl kazania: Każdy może opowiadać o Jezusie.
Tekst: Dzieje Apostolskie 12;25 – 13;52


Wstęp

Od wersetu 25, rozdziału 12 księgi Dziejów Apostolskich rozpoczyna się relacja z I podróży misyjnej apostoła Pawła. Przeczytać Dz.Ap. 12;25 – 13;3.

Pierwsi chrześcijanie przemieszczali się z miejsca na miejsce i wszędzie gdzie mogli, różnymi sposobami opowiadali o Jezusie.
„Dziwni jacyś, zamiast zakładać sieć fast-foodów, otwierać biznes”, mówili o Jezusie jako o Bogu i o tym co On uczynił w ich życiu.
I my też jesteśmy powołani to tego, żeby rozmawiać o Jezusie, żeby mówić o swojej miłości do Boga i o tym co On dla nich uczynił. Wszędzie tam gdzie się znajdziemy, do czegokolwiek przykładamy ręki (zarówno w życiu osobistym, pracy czy wolnym czasie) zobowiązani jesteśmy świadczyć naszym życiem i słowem o Zbawicielu.
Paweł i Barnaba posłuszni głosowi Ducha Świętego. Więcej, wysłani przez Ducha Świętego szli nieść dobrą nowinę. Oni nie słyszeli głosów, to było Boże polecenie; iść na cały świat i ogłaszać jeńcom wolność, ogłaszać łaskę. W Pafos trafili do prokonsula, któremu też zaczęli zwiastować. Wtedy pewien mag zaczął się przeciwstawiać ewangelii.
Ja jak myślę o cudach to zawsze myślę o uzdrowieniach, ale tu się wydarzył cud, trochę inny. Elimas oślepł. Prokonsul uwierzył.
I dalej udają się do Antiochi Pizydyjskiej, a wszędzie gdzie idą - mówią o Chrystusie. I przeczytajmy końcówkę 13 rozdziału: Dz.Ap 13;48-52.

Ewangelia zaczęła docierać do pogan, mówiliśmy już o Korneliuszu z 10 i 11 rozdziału. Ale teraz to nie jeden dom, ale wielu pogan zaczęło się nawracać. Niektórym to się nie podobało.
To tak jakby ktoś dziś powiedział: „Ooo, no nie wiem czemu poszliście i zaczepialiście tych tam... narkomanów, ćpunów, brudasów. Jak już głosicie to jakimś porządnym obywatelom. Jeszcze mi ten margines przyjdzie do Zboru, papierosy będzie czuć, może alkohol. A może nie będzie umiał się zachować..., fuj.” Ale uczniowie byli pełni Ducha i szli tam gdzie Bóg ich prowadził, dzięki temu byli pełni radości, że ewangelia się rozkrzewiała. Dobrze, że Bóg kieruje się swoimi zasadami i swoją wolą gdy dociera do ludzi.


1. Bóg powołuje różnych ludzi

Właśnie, Bóg ma swoje zasady i robi to co On chce, a nie to co my byśmy często chcieli. Gdy Bóg powołuje, powołuje różnych ludzi.
Spójrzmy na siebie i pomyślmy o swoich zawodach. Siedzi obok ciebie matka, która „odchowała” kilkoro dzieci, obok siedzi „złota rączka”. Nauczycielka, informatyk, handlowiec, farmaceuta.
Do niektórych zawodów nie wystarczą studia, trzeba mieć również talent lub specjalne umiejętności czy zdolności. Taka praca na wysokościach: można mieć umiejętności, kwalifikacje, a mieć lęk wysokości. I po zawodniku. Nie wlezie na górę i koniec. Nawet lepiej żeby nie właził bo szybko zleci.
Albo taki hydraulik. Niby prosta robota, w końcu woda powinna płyną z góry na dół. Teoretycznie czyta robota, w końcu z wodą. Ale jeśli mieliście problemy z wodą i rurami i chcieliście się z tym rozprawić sami to okazuje się nagle, ze woda tryska wszędzie gdzie się da. A w rurach jest mnóstwo szlamu.
Nie każdy może być farmaceutą, choć wszyscy Polacy znają się na leczeniu.
Bóg powołuje różnych ludzi, różnych zwodów, predyspozycji, talentów. Każdy z nas jest inny; poczucie humoru, doświadczenie, wychowanie, temperament. Mamy różne wykształcenie i różne doświadczenie życiowe. Ale każdy jest powołany przez Boga; do tego, by (1) być z Nim. (2) By dzielić się z innymi tym czym On obdarzył nas. Tym najcenniejszym skarbem jaki nam Bóg dał - ewangelią.


2. Bóg obdarzył nas najcenniejszym skarbem

Pan Jezus bardzo często porównywał Królestwo Boże do czegoś co było znane Jego słuchaczom (ziarna gorczycy z którego rośnie olbrzymie drzewo, kwasu, który zakwasza 3 miary maki na chleb).
Jeśli miałbym porównać dobrą nowinę – ewangelię, to porównałbym ją do super komputera, który zawsze spełnia wszystkie wymagania, nigdy się nie zawiesza, nie trzeba go rozbudowywać, ani modernizować.
Do czego ty porównasz ewangelię, by uzmysłowić sobie wspaniałość skarbu jaki dał nam Bóg?
Dobra Nowina jest najcenniejszym skarbem bo ma odpowiedzi na wszystkie pytania. Bo przyjaźń z Bogiem, przyjaźń z Jezusem to coś co zmienia ludzie życie. Zawsze na lepsze.
Ewangelia to nie oskarżanie, lecz przebaczenie dla grzeszników. Ewangelia to nie gwóźdź do trumny lecz nadzieja zmartwychwstania. Ewangelia to nie zwieńczenie życia, lecz chlubny początek wieczności.
Co ciekawe ewangelia to taki dziwny skarb, że im więcej się go rozdaje tym więcej się go ma (doświadcza).

Kanada: Młode małżeństwo, misjonarzy spędzało swoją pierwszą zimę (jako małżonkowie) w wiosce Indian Cree. Misjonarze uczyli się języka. Nadchodziła wiosna, stan rzek i jezior nie pozwalał już na lądowanie samolotu (przeszkadzała kra). Nie mieli łączności radiowej, ani telefonicznej z cywilizacją. Małe dziecko jednego z Indian zachorowało, nie było pomocy medycznej. Stan dziecka coraz bardziej się pogarszał. Misjonarz zaproponował modlitwę. Ojciec dziecka odmówił, uważając misjonarzy za fałszywych nauczycieli. Po kilku dniach stan dziecka tak się pogorszył, że sąsiedzi zaczęli namawiać ojca: co ci szkodzi i tak dziecko umiera, modlitwa nie zaszkodzi. Z niechęcią ojciec wyraził zgodę. Misjonarz przyszedł do namiotu, krótko się pomodlił i wyszedł. Następnego dnia dziecko wyzdrowiało. Dziecko jest już dorosłym człowiekiem ma rodzinę, a jego ojciec nawrócił się, skończył szkołę biblijną, został pastorem indiańskiego kościoła w wiosce1.


Dzięki temu, że znamy Chrystusa to nasze codzienne życie nabiera nowego wymiaru. Dzięki temu, że należymy do Jezusa nasze życie jest chronione. Mamy lekarza, który nie ma limitu w Funduszu Zdrowia i nie wyczerpie punktów.
Ale to coś więcej, to świadomość, że wszystko – nawet najtrudniejsze doświadczenie ma sens i jest pod Bożą kontrolą.

Córa pastora: Pewien człowiek wracając po pracy samochodem do domu miał zwyczaj się modlić. W trakcie modlitwy odczuł, że powinien wstąpić do restauracji, odszukać jedną kelnerkę i powiedzieć jej, że „Bóg coś dla niej ma”.
Trochę nieswój znalazł się w restauracji, usiadł w rewirze obsługiwanym przez tą kelnerkę i szukał wymówek, by nie zrobić tego do czego Bóg go zachęcał. Gdy kelnerka podeszła, sama zagadał do niego: „Ma pan coś dla mnie prawda?” W tym momencie otrzymał od Boga wgląd w dwie sprawy z życia tej kobiety (mowa wiedzy). Powiedział jej o tym. Pod koniec rozmowy modlili się razem. Gdy umarł jej ojciec – pastor, ona odwróciła się od Boga.2

Bóg nie wypuszcza nas ze swojej ręki. Za bardzo nas kocha. Czy to nie jest cudowne być kochanym naprawdę? To zdecydowanie wspanialsze niż superkomputer.
Ewangelia to skarb, który gdy jest już znaleziony wpływa na całe nasze życie zmieniając jego jakość na plus bo Bóg jest tym, który ciągle wyciąga do każdego swoją dłoń wypełnioną miłosierdziem i łaską.

Cudzołóstwo: Pewien kaznodzieja wracał środkiem transportu z usługi. Chciał odpocząć, usiadł w kącie. Już miał zamknąć oczy gdy spostrzegł mężczyznę w garniturze, to nic dziwnego, z teczką – to też raczej normalne, z napisem na czole: cudzołóstwo. To już trochę mniej normalne. Nikt więcej nie widział tego co ten kaznodzieja. To Duch Święty objawiał mu poprzez widzenie pewną rzeczywistość. Kaznodzieja musiał się zbyt intensywnie wpatrywać bo mężczyzna zaczepnie powiedział: co jest? Kaznodzieja „odruchowo” zapytał: czy imię Iwona coś panu mówi? Facet poszarzał i wystękał: musimy porozmawiać.
Spytał się skąd kaznodzieja zna to imię, kto mu powiedział o Iwonie? Padła odpowiedź: Bóg mi powiedział. Facet spojrzał na kaznodzieję jak na wariata. Więc nie było już nic do stracenia: Bóg mi jeszcze powiedział, że jeśli nie zerwie pan cudzołożnego związku to pan zginie. Z ust człowieka padło desperackie pytanie: to co ja mam robić? Uf, to już twardy grunt. Krótkie zwiastowanie ewangelii, mężczyzna pokutuje. Żeby zakończyć tę historię, żona tego człowieka również się nawróciła.3

Czy to nie wspaniałe wiedzieć, że jest ktoś kto troszczy się o ciebie, i twoich bliskich? Jezus, Jego moc to twoja ochrona, ratunek i moc do życia! To wspaniały skarb!
Czy taką ewangelię znamy? Czy nią żyjemy? Czy właśnie taką; przebaczającą, miłosierną i niosącą nadzieję zwiastujemy innym?


3. Każdy nadaje się, by opowiadać innym o Jezusie

Nie ważne kim jesteśmy, jacy jesteśmy. Jeśli posiadamy skarb możemy się dzielić. Każdy z nas może nieść ewangelię. Na początku mówiłem o różnych zajęciach, które wymagają kwalifikacji. Teraz chcę powiedzieć o misjonarzach.
Często przekładamy nasze myślenie na Kościół i wydaje nam się, że Boże powołanie jest nie wystarczające i myślimy; o tak ten ma zdolności przywódcze; będzie pastorem. Ten to takie ciepłe kluchy: duszpasterz, poradnictwo małżeńskie. Ten jak śpiewa to ptaki milkną zasłuchane: lider uwielbienia. Kontaktowy, towarzyski, wygadany: misjonarz. Ale to jest fałsz. Choć „naturalne” predyspozycje się niewątpliwi przydają i Bóg je użyje, to jedynie Boże powołanie jest przyczyną służby. Gdy Bóg powołuje to i uzdalnia!
Jest taka piosenka dla dzieci: „Misjonarzem bądź każdego dnia...”. Każdy z nas może być misjonarzem. „- No dobra tylko, że ja nie znam języków, nie lubię podróżować i ludzie mnie męczą.”
Ale ja nie mówię o podróżach, językach, etc. Ja mówię o tym, że masz coś cennego czym możesz się dzielić. Spróbujmy znowu porównać ewangelię.
Do czego porównam dobrą nowinę? Do kramiku ze świeżą darmową wodą na pustyni. Każdy z nas potrafi podać drugiemu szklankę wody.
Znamy „ratownika” Jezusa, to nie jest czas, by się zastanawiać i przekomarzać; nie wiem jak, nie mam kwalifikacji. Jesteśmy powołani by iść z ewangelią do naszych sąsiadów i znajomych. Możemy być misjonarzami na własnym podwórku.
Żyjąc w pracy, domu, wśród znajomych i rodziny.


Zakończenie.

Każda z nas Bóg obdarzył skarbem, najcenniejszą rzeczą pod słońcem – ewangelią i odpowiedzialnością niesienia ewangelii.
Wyobraźmy sobie, że ten najcenniejszy skarb – ewangelia, która daje życie wieczne – zbawienie to chleb. Byliście głodni, prawdziwej wolności, miłości, akceptacji. Bóg obdarzył was nadzieją życia wiecznego, dał swoje zbawienie w Jezusie Chrystusie, tak jakby dał nam głodnym chleb byśmy się posilili. Zjedli i nie byli głodni, ale dał wam też ten posiłek, by podzielić się z innymi głodnymi.
Ludzie umierają z głodu. Duchowego głodu ewangelii.
A każdy z nas jest powołany, i każdy z nas może, niezależnie od wykształcenia, zawodu i wieku, nawet niezależnie od tego jak długo jest wierzący, albo w jakim stanie duchowym jest dzielić się tym co Jezus zrobił w naszym życiu. Każdy z nas nadaje się do tego by opowiadać innym o Jezusie. Nie czekaj i nie oglądaj się za siebie. Nie szukaj wymówek. Nie zajmuj się sprawami, które do Ciebie nie należą. Głodni Chrystusa umierają na naszych oczach!



Prawo autorskie kazania



Ewangelia to nie oskarżanie lecz przebaczenie dla grzeszników. Ewangelia to nie gwóźdź do trumny lecz nadzieja zmartwychwstania. Ewangelia to nie zwieńczenie życia lecz chlubny początek wieczności.
z jutrzejszego kazania ;)


Przy okazji. czytając książkę "Blaski i cienie współczesnego przepowiadania - przewodnik dla kaznodziejów i homileistów", Gerarda Siwka CSsR, Wyd. M, Kraków 2007 znalazłem informację (w rozdz. Twórczy trud, s. 192), iż zarówno polskie, jak i międzynarodowe prawodawstwo uznaje kazanie za przedmiot prawa autorskiego. Według prawa kazanie jest jedną z form dzieła literackiego lub artystycznego i jako takiemu przysługuje mu ochrona prawnomiędzynarodowa, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiałem. Ale gdy głoszę kazanie mam nadzieję, że dociera ono do wielu osób, a Bóg posługuje się nim, by wykonać swoją pracę (wszak On jest inspiracją, a Pismo Święte jest jego (kazania) podstawą).

Dlatego też umieszczam na blogu swoje kazania. Mając nadzieję, że i tą drogą Boże Słowo bedzie wykonywać swoją pracę. Zarówno jako kazanie jak i inspiracja (także do innych kazań).
Choć oczywiście nie chciałbym, żeby ktoś w niezmienionej formie odczytywał (publikował) owe teksty jako swoje kazanie.
W końcu obok pracy Ducha Świętego jest tam także i moja praca, i mój wkład.

Czym innym zaś jest inspiracja, modyfikacja i aktualizacja (co do czasu, przestrzeni i okoliczności). Do tego zaś gorąco zachęcam, mając nadzieję, że do czegoś jednak te teksty się przydają i wykonują "swoją" pracę.


Spotkanie młodzieżowe




Zamiast tekstu same zdjęcia i tylko kilka słów wyjaśnienia.

czas: dziś od 14:00 do 18:30
miejsce: kaplica KZ (Reja 1)
wydarzenie: spotkanie młodzieżowe (bonusowe)

"Młodzieżówka" na tle swojego dzieła: witraży.

Fajni ludzie, fajny czas i extra efekt końcowy.






"Taniec na lodzie"?



Korzystając z ferii i pobytu Patryka (siostrzeńca) wybraliśmy się na lodowisko. Dla Patryka był to pierwszy raz w życiu. A dla mnie?
Drugi. Po 22-25 letniej przerwie :D
Szło nam całkiem nieźle.


Patryk był w niebo wzięty. My zmęczeni, ale również zadowoleni. Do tego stopnia, że Małgosia chce byśmy wybrali się jeszcze raz (tym razem sami). Czyżby szykowała się nam randka na łyżwach? ;)



Musze się przyznać, że zaliczyłem również upadek.
A upadek mój był wielki :D, ale się podniosłem i pojechałem dalej.

Powrót z 'f' (erii)


Wczorajszy cały dzień spędziłem za kółkiem. Wyjechałem z Mielca o 10:00, a wróciłem przed 21:00. W sumie zroiłem sobie ok 2 - 2,5 godziny przerwy. Lubię jeździć, ale mam nadzieję, że w najbliższym czasie nie będę musiał tego powtarzać :D
Odwiozłem siostrzeńca (chyba był zadowolony, bo odgrażał się, że jeszcze przyjedzie ;) ), czas więc wracać z nową energią do pracy. Jest też szansa, że na blogu pojawią się zdjęcia z minionego tygodnia. Zapraszam więc do śledzenia :)

ps. dzięki za cierpliwość i wyrozumiałość

„Jak wygląda żywy Kościół?” - kazanie


„Jak wygląda żywy Kościół?”
Główna myśl kazania: Każdy z nas ma wpływ na to czy Kościół naprawdę żyje!
Tekst: Dzieje Apostolskie 11;19 – 12;24



Wstęp

W cud narodzin człowieka (czy tego chcemy, czy nie, a możemy się nawet na to nie godzić) wpisana jest od początku śmierć. W nasze codzienne życie wpisane są zarówno klęski i niepowodzenia, tak samo jak i chwile w których jesteśmy szczęśliwi i radośni. Nie można uciec tak przed jednym jaki i przed drugim.
Także w życie wspólnoty Kościoła, Zboru wpisane są pewne wydarzenia i cechy. O tym, że jesteśmy Kościołem (o naszej tożsamości) decyduje nasza relacja z Chrystusem. Nie ceremonie, zwyczaje, lecz obecność Chrystusa! O tym zaś , że Kościół żyje, świadczą pewne symptomy. Tak jak płacz dziecka obwieszcza światu narodziny, tak o życiu Kościoła świadczą pewne wydarzenia, którym dziś się przyjrzymy w oparciu o tekst 11,19-12;24, Dz.Ap.

Nie jest istotne, czy Zbór ma 6 czy lat 60. Nie ważne jaki styl muzyczny preferuje, z jakiego śpiewa śpiewnika, etc. Jak duży lub mały jest, czy ma własne miejsce zgromadzeń. Znacznie ważniejsze jest czy naprawdę żyje? Czy jest już tylko podtrzymywany sztucznie przy życiu?
Co zaś świadczy o tym, że Kościół żyje?


1. Żywy Kościół jest „chrystusowy” (chrześcijański) [11;26c]

W Antiochii po raz pierwszy w stosunku do wierzących użyto określenia chrześcijanie. By bardziej zrozumieć co ten termin oznaczał, dziś musielibyśmy użyć przymiotnika „chrystusowi”.
Zasłużyli sobie na to miano, bo ich życie wskazywało na Jezusa. To jest instrukcja, dość ogólna dla nas jak mamy żyć, wyglądać, ubierać się.
Tak, by świat słyszał w naszych słowach Jezusa, widział w naszych czynach Jezusa.
Bycie „chrystusowym”, bycie chrześcijaninem to nie znajomość wersetów na pamięć, to nie pobożna mina. To stawanie się takim jak Chrystus Pan! To odzwierciedlanie Jego charakteru.


2. Żywy Kościół troszczy się o braci [11;23]

Barnaba miał serce dla ludzi. Kochał ludzi. To jest druga rzecz, która powinna nas jako Kościół charakteryzować. Miłość i troska do ludzi, którzy się dopiero nawrócili i do tych, którzy są już długo wierzący. O tych, którzy nie mają pojęcia o wielu rzeczach, ale chcą iść za Jezusem.
To strasznie przykro słyszeć gdy krytykujemy kogoś „kto nie robi postępów” pod nasze wyobrażenie lub dyktando. My mamy zachęcać aby wierzący trawli przy Panu, a nie robić wszystko żeby nas unikali.
Jak troszczysz się o braci pokazuje to jak o nich myślisz! Czy dopuszczasz do siebie obmowę, podejrzliwość? Co mówisz ludziom? Czy twoje słowa niosą nadzieję i otuchę, czy obarczają i tłamszą czyjeś życie?


3. Żywy Kościół poddaje się Duchowi Świętemu (dary, namaszczenie) [11;27]

Kolejna „zwyczajna – niezwyczajna” rzecz. Czy jesteśmy gotowi na to, by być prowadzonymi przez Ducha Świętego? To oznacza również otwartość na dary duchowe. Na to, że będziemy mówili o swoich „duchowych odczuciach”. Pozwolimy Bogu, by nas używał w swoich darach.
Czy czekamy na Ducha Świętego i rozpoznajemy Jego głos, czy tylko działamy tak, jak wydaje nam się słuszne?


4. Żywy Kościół spotyka się ze sprzeciwem świata [12;1]

W życie zboru wpisane są prześladowania.
Szykany, problemy. Niezrozumienie. Nie jesteśmy inni niż nasz Mistrz. Jeśli Jego prześladowali i nas prześladować będą.
Mogą zmieniać się formy represji, ale światu (systemowi wartości) nie podoba się to, że głosimy nadzieję w Jezusie. Musimy być na to gotowi. Nasza gotowość zaś wyraża się w tym, że jesteśmy razem, że żyjemy we wspólnocie. Bo my nie żyjemy oddzielnie, ale razem!


5. Żywy Kościół jest wspólnotą [12;5]

Wszyscy chcemy, by nasz zbór był „najlepszy”.
Tylko wtedy zaczniesz identyfikować się z Kościołem, gdy będziesz modlił się o Jego członków. Gdy poświęcasz swój czas na wstawiennictwo o innych. Tych co mają problemy, tych co staczają duchowe boje, tych którzy się nawrócili. Wreszcie też tych, za którymi nie przepadasz. Wsparcie modlitewne to nie jest coś złudnego, to się odczuwa w realny sposób.
Wspólnota to coś więcej niż bycie razem. To wzajemna troska i szacunek. To pozytywne myślenie o drugim, to patrzenie z miłością, która zakrywa, nie nadyma się i nie jest chełpliwa.


Zakończenie.

Żyjący Kościół to coś znacznie więcej niż nie bycie martwym. Żyjący Kościół, to coś więcej niż spotkania na nabożeństwie czy na godzinie biblijnej.
To pozwolenie Bogu na to by każdy z nas był prowadzony przez Ducha Świętego. W Jego mocy, sile i namaszczeniu, po to, by:
- odzwierciedlać swoim życiem charakter Jezusa,
- troszczyć się nawzajem o siebie,
- żyć w prowadzeniu Ducha Świętego, a nie w swojej mądrości,
- być gotowym na przeciwności z których my sami nie wyjdziemy, lecz Bóg ma wyjście,
- by żyć w prawdziwej wspólnocie duchowej.

Niestety nie możemy oglądać się na innych, by to oni zaczęli. To musi zacząć się od nas. Ode mnie i od ciebie siostro, bracie.
Wtedy Kościół będzie się rozwijał na wszystkich płaszczyznach [12;24] gdy będzie następował rozwój każdego członka Zboru z osobna.

Krótki wtręt

Cierpię! Cierpię na chorobę cywilizacyjną. Cierpię! Razem z tysiącami innych.
Na chroniczny brak czasu, cierpię.
Oprócz normalnych obowiązków, opiekujemy się też moim siostrzeńcem. Stąd wszystko uległo "przemianie" i stąd brak czasu. Dlatego też proszę o wybaczenie, ale blog siłą rzeczy spadł na miejsca dalsze. Ale ciągle jest pod kontrolą ;)
Pozdrowionka
CU

Notka zwyczajna



W sobotę byliśmy (z Małgosią) na ślubie Marka i Wioletty (rodzina Gosi). To był piękny ślub (panna młoda prześliczna). Oprócz uczestniczenia w szczęściu młodych była okazja do spotkania z rodziną. Przyjechaliśmy dziś zmęczeni, ale zadowoleni.
A jutro rano wyruszam do Międzyrzeca, by przywieźć siostrzeńca na ferie.