| Home | 365/2012 | in my eye | VW T3 Westfalia | Zbór w Mielcu |

Pozwól usunąć sobie drzazgę

Część wczorajszego dnia spędziłem w piwnicy konstruując sobie warsztat pracy. Lubię robotę z drzewem (płytami). Jak to przy cięciu, piłowaniu i heblowaniu bywa wbiła mi się w palec drzazga. Wczoraj jej nie czułem. Przez dzisiejszy poranek coś mi w palcu przeszkadzało, a gdy usiadłem do pracy przy komputerze okazałe się, że napisanie każdego znaku powoduje nieprzyjemne podrażnienie. Obejrzałem zaczerwienione miejsce, pogrzebałem igłą i drzazgę usunąłem. Szczerze mówiąc ta "drzazga", to było istne maleństwo.
Czasem zdarza się, że nosisz w sobie drzazgę. Może emocjonalną, może jakieś zranienie czyimś małym słowem, gestem. Codzienne życie niesie wiele sytuacji w których można zostać zranionym. Ważne jednak, by jak najszybciej owe "drzazgi" usuwać. 
Pozwól Jezusowi, by wziął "igłę" Swojego Słowa i przy pomocy Ducha Świętego wyciągnął każdą drobinkę, która przeszkadza ci mieć dobre relacje z ludźmi. 
Nie pozwól, by twoje zranienie zaczęło ranić innych. 

Czy znasz swoje podstawowe obowiązki?


OBOWIĄZKI CZŁONKA ZBORU

1 Piotra 2:5:
"I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte, aby składać duchowe ofiary przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa."

Podstawowym obowiązkiem chrześcijanina wobec Zboru jest być! Być na nabożeństwie, tam gdzie coś się dzieje istotnego dla życia Zboru. Nawet jeśli nie masz jakiegoś konkretnego zajęcia w tym momencie, po prostu bądź. List do Hebrajczyków mówi, żeby nie opuszczać wspólnych zgromadzeń, jak to u nie których jest w zwyczaju. Jeśli tylko zdrowie pozwala bądź. Bo jesteś potrzebny. Co więcej przychodzisz dla swojego  dobra, dbając też o swój rozwój. Nie pozwól, by inni biegali za Tobą, ty bądź!

Kochać i szanować ludzi w Zborze. Nie plotkować, obmawiać za plecami. Nie szemrać, podburzać, ale błogosławić. Okazywać życzliwość. Czasem to prosty gest, przywitanie: witaj bracie, siostro. Nie uciekać od siebie, siadamy jak najdalej, jakby było można to w drugiej sali, albo na schodach. Być blisko także pod tym względem.

Powinniśmy być zachętą dla innych. Uśmiechnąć się do siebie. Zachęcajmy słowem i postawą. Podczas uwielbiania, kazania. Czy jesteś zachętą dla tych, którzy przyszli zniechęceni i smutni? Twoja modlitwa, twoje amen i alleluja, twoje wzniesione ręce mogą być zachęta dla drugiego. Jakiego widzi cię ktoś kto przychodzi pierwszy raz na nabożeństwo. Czy poprzez swoje zaangażowanie w nabożeństwo zachęcasz tych, którzy przychodzą z problemami, by przychodzili do Jezusa?
Czy jesteś zaangażowany w modlitwę? W śpiew, w słuchanie? Czy jest przy tym Twoje serce? Dalej czy jesteś zaangażowany w świadectwo: co siejesz? Zniechęcenie, brak wiary, czy zachęcasz do zaufania Chrystusowi i Jego Słowu.

Służba. Mamy podjąć jakiś trud, przyłożyć swoją rękę do jakiejś dziedziny życia zborowego. Ale nie tylko mamy pełnić jakąś służbę, ale co ważne mamy się w tym rozwijać. Uczyć się. Każdy wierzący ma obietnice Ducha Świętego, który wyposaża i uzdalnia nas do służby.
Jeśli czujesz, że się zatrzymujesz w swoim duchowym życiu, to spójrz na to gdzie pobiegło Twoje serce? Przy czym jest? Służba i rozwijanie się w niej, to najlepsza szkoła charakteru i najlepsza szkoła zaufania Bogu. Stajesz przed wyzwaniami różnej natury,  stajesz przed swoimi ograniczeniami i możesz widzieć jak Bóg to wszystko pokonuje. Służba i nasze podejście do niej jest testem dla naszej wiary. Czy potrafię zaufać Panu, kiedy każe coś robić? Czy potrafię czekać, gdy trzeba? Ale też tak bardzo konkretnie: czy potrafię współpracować z innymi; z tymi, którzy mi pomagają, i tymi przed którymi ja odpowiadam?

Od tego jak traktujemy Zbór i sprawy Zboru, zależy nie tylko przyszłość Zboru, ale także Twoja duchowa przyszłość. Jak myślisz, co mówisz o Zborze? Czy jesteś jego częścią i budujesz się w dom duchowy? Czy wyłączasz się poza nawias? Nie stój z boku, niech ten Zbór nie będzie jedynie dodatkiem do twojego "duchowego" życia.

Refleksja z dn. 20 05 2011

Każdego dnia jestem zaskakiwany Bożą wiernością. On trwa przy przymierzu, przy Swoim Słowie mimo, że ja tak często zawodzę.

Co jest źródłem naszej wiary?

Nie znam się na muzyce. To znaczy oczywiście wiem kiedy grają, a nawet czy mi się podoba. Może wynika z mojego muzycznego "wychowania"? W dawnym czasach słuchałem punk rocka czyli "trzy akordy - darcie mordy". Nie mam wykształcenia muzycznego, więc nie będę się wypowiadał w tematach czysto "muzycznych".

Ale powiem szczerze, że bardzo lubię hymny. Tak, tak, np. te ze Śpiewnika Pielgrzyma też. Zważywszy na wstęp nie piszę, że lubię hymny z powodu muzyki. Chodzi mi raczej o warstwę tekstową. Lubię hymny gdyż są bogate w treść. Innymi słowy ich teksty pokazują głębokie prawdy teologiczne zaczerpinięte wprost z Bożego Słowa - z kart Biblii.
Gdy słucham/ śpiewam hymny buduje się moje serce. Przeżywam głęboko Boże prawdy.

Z drugiej strony gdy słucham wiele (oczywiście nie wszystkich) dzisiejszych refrenów czy współczesnych pieśni chrześcijańskich mam nieodparte wrażenie, że nie ma w nich zbyt wiele głębokich treści. Skupiają się raczej na afirmowaniu naszych emocji wzgledem Boga.
Obym się mylił, ale mam wrażenie, że dzisiejsi muzycy mają większy wpływ na wiarę współczesnych chrześcijan niż teolodzy. Na marginesie, zobaczmy jak wiele dawnych hymnów było napisanych przez nauczycieli Słowa Bożego.
Dziś zaś zamiast wyśpiewywać Boże Słowo (psalmy, pieśni duchowe) nucimy: "trzymaj mnie za rękę, je, je, je".
A przecież tym co nas kształtuje (buduje naszą wiarę) jest Boże Słowo - "Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe" (Rzym 10;17).
Gdzie się podziały pieśni, hymny, które zamiast nakręcać nasze emocje pozwolą Bożemu Słowu nas zmieniać i prowadzić do zmartwychwstałego Jezusa?
Nie chodzi mi bynajmniej byśmy nie angażowali swoich emocji w uwielbianiu Boga pieśniami, ale główną moją troską jest na czym budujemy swoje duchowe życie?

XI. Choćbym wszystko miał 
1. Choćbym wszystko miał, lecz nie miał Pana, Czyż by warto staczać życia bój? Gdzie me serce miałoby schronienie, Gdzież by szczęścia mogło znaleźć zdrój? Choćbym wszystko miał, lecz nie miał Pana, Skąd bym siłę mógł do życia brać? Cóż mi mogą świata czcze rozkosze Za mojego Pana w zamian dać? 
2. Choćbym skarby miał i sławę świata, Choćbym wielkim wpośród ludzi był, Jednak łodzią mą by wicher miotał — Bez ratunku w nędzy wciąż bym żył. Choćbym wszystko miał, lecz nie miał Pana, Który na śmierć umiłował mnie, Któż, o któż na tym szerokim świecie Serce ukoiłby strudzone, złe? 
3. O, jak pusto byłoby na ziemi, Wszędzie nędza, ciemność, grzech i kłam. Bez Jezusa zginąłbym w otchłani, O, bez Niego byłbym wiecznie sam. Jakże mógłbym wytrwać bez Jezusa, Jaką drogę obrać z mnóstwa dróg? Kto by wiódł doliną śmierci cienia? Kto by mnie w raj wieczny przenieść mógł?


Nie musisz gustować w moim upodobaniu do hymnów. Ale zadaj sobie to ważne pytanie; czy budujesz swoją wiarę w oparciu o Pismo Święte czy tylko w oparciu o czyjeś (w tym wypadku muzyków, tekściarzy) uczucia i interpretacje zawarte w pieśniach i refrenach?


Ps. Módlmy się też o muzyków, którzy będą również teologami. 

Bądź "egoistą"

Być może zdziwił Cię tytuł mojego dzisiejszego posta. Cóż zainspirowany innym blogiem postanowiłem i ja wreszcie wrzucić tekst, który "wisiał mi w głowie"* od dłuższego czasu.

Powtórzę więc jeszcze raz tytuł: bądź "egoistą"!
Gdy otwierasz Biblię, bądź "egoistą". Nie martw się o braci i siostry, o to jak Boże Słowo powinno ich zmieniać. Bądź "egoistą" i podczas lektury myśl o sobie. Co Bóg chce by się zmieniło w twoim życiu, twoim sercu. Bóg nie mówi ci o innych, mówi ci o Tobie.
Gdy modlisz się o przebudzenie, odnowę Kościoła bądź "egoistą". Nie myśl o tym jak zmieniać innych. Bóg sobie z nimi poradzi. Módl się, by oczyszczenie, pokuta zaczęła się od ciebie.
Nawet w małżeństwie (ogólnie w relacjach z innymi również), bądź "egoistą". Nie myśl o tym jak zmienić swoją żonę/ męża, lecz myśl o sobie: jak stać się dobrym/lepszym mężem.
Nie myśl o tym co inni robią źle, myśl raczej o tym co ty możesz robić dobrze/ lepiej innym.

Bądź "egoistą" czytając także ten tekst. Nie domyślaj się co ja chciałem powiedzieć. 
Pomyśl od czego możesz zacząć na "pracę" nad Swoim życiem.

----
* w odróżnieniu od tych, które wiszą w poczekalni bloga i czekają na doszlifowanie

Wielkanoc 2011

Dwa tysiące lat temu z krzyża padło "wykonało się".
W niedzielny poranek odwalony kamień przywitał kobiety.
Od tamtego dnia każdy kto wyzna (uzna) Jezusa za Pana swego życia może żyć wieczną nadzieją.
Tak, jest łaska, jest nadzieja, jest cel.
Bóg Cię kocha do tego stopnia, że była Golgota. Do tego stopnia, że i dziś wyciąga do Ciebie Swą dłoń. Życzę Ci byś ją chwycił. Życzę Ci Jezusa.
Na każdy dzień, nie tylko od święta.

Wielki Czwartek u Darqha

Dziś (Wielki Czwartek) po przeczytaniu stosownych na ten dzień fragmentów Słowa Bożego zabrałem się za niedzielne, wielkanocne kazanie. Skończyłem przed jakąś godziną. Lubię takie dni gdy mogę całkowicie oddać się Słowu Bożemu, wsłuchując się w delikatny głos Ducha Świętego.
Teraz jestem po relaksującej kąpieli i rozmyślaniu o swoim powołaniu.
Jestem wdzięczny Bogu za łaskę, którą okazuje mi każdego dnia. Rodzą się w mojej głowie nowe myśli i jakby pragnienia. Czy od Pana, czy to tylko moje myśli? Wszystko przed nami! Podobno życie zaczyna się po czterdziestce, mam więc jeszcze chwilę na przygotowania :)

Ps. W południowej przerwie przeczytałem rewelacyjne rozważanie, które polecam. Zawsze podczas Wieczerzy Pańskiej zastanawiam się, skoro Jezus podał chleb Judaszowi czy nie powinniśmy praktykować otwartej komunii (oczywiście dla ochrzczonych).
A tu link do rozważania pastora M. Biernackiego: Stosunek do zdrajcy

Ufaj, ufaj każdego dnia...

Coraz bardziej przekonuję się, że jeśli jesteśmy w centrum Bożej woli wypełniając Jego plan to On sam działa. Nawet gdy przychodzi smutek, gdy brak mądrości i nie widać dobrego rozwiązania w zaufaniu można oczekiwać na Pana. A On sam działa.
Uczę się ufać więcej Bogu!

Ile mniej będzie stresów ;)


--------
tytuł jest parafrazą pewnego refrenu nie tylko dla dzieci

Zdradzony o świcie...

Może ktoś inny by się tego spodziewał, niestety ja byłem kompletnie nie przygotowany. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba, jak pies kąsający nogę listonosza. Jak dzika wiewiórka, która spada z impetem na nie uzbrojoną w czapkę głowę. Jednym słowem zaskoczenie było totalne.
I ten ból. Gdy padło na moją najczulszą część ciała (chodzi o oko) zostałem wyrwany z błogiej nieświadomości. Bezpieczeństwo się skończyło.
Kto do licha odsunął roletę? Poranne promienie słońca wdarły się do mej świadomości. Sen skończony. Nie było usprawiedliwienia, musiałem wstawać. Zostałem zdradzony o świcie.

Wybaczcie, ale nie mogłem się powstrzymać.

Wszelkie podobieństwo do ludzi, sytuacji i czyichś słów całkowicie zamierzone. Bo jak to mówią, tylko śmiech może nas uratować.


===
http://darqha-eye.blogspot.com

Bóg dla człowieka czy człowiek dla Boga?

Po wczorajszym dniu kolejny raz jestem przekonany, a jest to smutna konkluzja, że człowiek w urzędach nadal traktowany jest instrumentalnie. Nie urząd, urzędnik jest dla obywatela, lecz obywatel dla aparatu państwa. Trzeba jednak przyznać, że jeśli chodzi o samą postawę pani urzędniczki, to jednak widać wyraźną zmianę. Pani była miła, kompetentna i wielce pomocna.
Pozostał jeszcze problem samych przepisów, które się mnoży. Nie cierpię stykać się z "aparatem państwowym" ;) Dzięki Bożej łasce jednak wszystko się udało.

I tak sobie wieczorem myślałem.
Czy w Kościele nadal pierwszy jest Bóg czy już człowiek ze swoimi programami naprawy świata. Jedni zajmują się ekologią (tak, tak w Kościele) inni zajęci są promowanie zdrowego życia. A ostatnio coraz częściej zamiast głowy Kościoła ważniejsze jest zadowolenie i szczęście człowieka.

Człowiek i ciągła walka o priorytety, ech...
:)